Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
26 postów 839 komentarzy

Mówią do nas jak do dzieci

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

a my to łykamy.

Mów do społeczeństwa jak do dziecka

 

Radę taką umieścił ongi na swojej liście 10 sposobów manipulacji społeczeństwem Noam Chomsky. Nie będę przytaczać wszystkich, kto ciekaw, łatwo sobie wygoogla, skupię się na mentalności małego dziecka, którą nam nieustannie suflują,a z okazji rzekomej pandemii już szczególnie.
Oto w jakiejś telewizji minister mówi: „te regulacje naprawdę mają za zadanie chronić ludzi, a nie uprzykrzać życie ludziom”, a my, jak na grzeczne dzieci przystało, mamy wierzyć ministrowi na słowo. I wydaje się, że wszyscy wierzą, nikt nawet nie ośmieli się zapytać: przed czym chronić panie ministrze. Czy infantylizm w narodzie jest już tak wielki, że nikomu nawet do głowy nie przychodzi, żeby pytać o rodzaj zagrożenia, czy zaufanie do władzy jest aż tak bezgraniczne?
W raporcie CBOS Które zawody poważamy? z końca 2019 roku tabelę zamykają (str 3): minister, radny gminny, poseł na sejm, makler giełdowy oraz działacz partii politycznej. Jak to więc się dzieje, że ludzie deklarujący tak niski prestiż władzy (minister, poseł, działacz partyjny), jednocześnie, kiedy taż sama władza ogłasza zagrożenie zachowują się jak przestraszone kurczęta i natychmiast biegną pod opiekuńcze skrzydła kwoki.
Jakoś można wytłumaczyć pierwszy okres, nie wiemy co nas napadło, władza ma kontakty z krajami mniej lub bardziej ościennymi, ma wywiady, może rzeczywiście coś się stało. Niemniej jednak w miarę rozwoju sytuacji wiadomości do mas powinno przedostawać się coraz więcej, a tym samym zrozumienie zagrożenia w narodzie coraz większe. A jednak tak się nie dzieje.
Mówią do nas jak do dzieci: „wirus jest i będzie” „chronicie siebie i innych”, „ryzyko zakażenia”. Jaki wirus? Przed czym mamy się chronić? Ryzykujemy zakażenie, ale czym? Tego dzieci wiedzieć nie muszą. Niania - minister najwyraźniej zmęczony już jest ciągłym powtarzaniem „wirus jest i będzie”, „maseczki pomagają”, ale z jakiegoś powodu nic na temat samego wirusa, ani choroby powiedzieć nie chce. Z jakiegoś magicznego powodu nikt z dziennikarzy takich pytań nie zadaje. Zamiast tego pokazuje się nam kolorowanki (pewnie pewien narciarz rozszerzył asortyment o kredki), powołuje się na ekspertów, ale nie przedstawia ekspertyz.
Staliśmy się społeczeństwem małych dzieci. Przestraszeni chowamy się za maseczkami przed zagrożeniem, którego istoty nie chcemy znać, ufni że niania - minister nas obroni.

Noam Chomski radził:
Mów do społeczeństwa jak do dziecka:
Większość reklam i komunikatów kierowanych do opinii publicznej wykorzystuje język oraz sposób argumentowania, jakiego używa się, przemawiając do dzieci lub osób umysłowo chorych, a więc uproszczony i wręcz infantylny. Im bardziej chcesz zamglić obraz rzeczywistości swojemu rozmówcy, tym bardziej staraj się infantylizować komunikat. Dlaczego?
„Jeśli będziesz mówić do osoby, jakby miała ona 12 lat, to po wpływem sugestii prawdopodobnie odpowie lub zareaguje bezkrytycznie, tak jakby rzeczywiście miała 12 lub mniej lat”.

KOMENTARZE

  • Autor
    5*****
  • "Mów do społeczeństwa jak do dziecka:"
    .



    https://m.neon24.pl/902d5eced91ff8130cf6ad4717db216e,14,0.png
    https://m.neon24.pl/56344230f9ca03d5491d50a4522165a0,14,0.jpg
    http://m.neon24.pl/3af143207ec1ab67891a8d7f67a0f599,14,0.png





    Bogumił Boguchwał
  • Czemu wczesniej
    tu nie trafilam?
  • @bez kropki 15:39:52
    PS. Dołożę cegiełkę szczegółu do Twego ogólnego spostrzeżenia. Otóż w sytuacji kryzysowej, gdy państwo sobie nie radzi, normalny władca by przerzucił część obowiązku na tych obywateli, którzy są w stanie pomóc sobie sami. Bo to by po prostu zmniejszyło obciążenie państwa. Czyli np. szybciutko by wprowadzono "epidemiczne nauczanie domowe". Tj. w trybie uproszczonym. Bez serii wizyt w poradni, bez szwędania się po wszystkich śfiętych pier*niętych od oświaty. Tj. CHĘTNI rodzice z grupy wysokiego ryzyka po przedłożeniu zaświadczeń od lekarzy (telemedycyna), by składali wnioski do kuratora/dyra szkoły. I z automatu by dostawali decyzję. Pod warunkiem, że dziecko co np. rok zda egzamin. Jak nie zda - znaczy rodzice się nad dzieckiem pastwią/zaniedbują je i wtedy jest realna potrzeba, by dziecko chodziło do szkoły. Czyli co? Czyli państwo nie traci kontroli nad edukacją, a ci z najsłabszych (rodzice z grupy ryzyka), którzy chcą uczyć dzieci sami - są chronieni. O ILEŻ MNIEJ PROBLEMÓW ma wtedy państwo!! Ale nie. Tak się nie da. Nie tylko dlatego, że władzie są głupcami lub szkodnikami (tertium non datur), ale i dlatego, że w tym modelu obywateli traktuje się jak dorosłych, a nie dzieci. No właśnie...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930